Toast podczas uroczystego bankietu z okazji spotkania prezydentów Grupy Wyszehradzkiej z prezydentem Clintonem.

12.01.1994

Od naszych partnerów oczekujemy faktów, nie tylko samych slów i deklaracji...

Szanowni Państwo!
Po raz pierwszy spotykamy się w takim gronie. Spotykamy się, by wspólnie przedyskutować jedną z najważniejszych kwestii - problemy europejskiego bezpieczeństwa. Przyjmuję ten fakt z zadowoleniem, choć trudno mi ukryć wątpliwości i zastrzeżenia.
Spotkanie w takim gronie stało się możliwe dzięki przemianom, jakie w ciągu ostatnich lat zaszły w tej części Europy. Dzięki bezkrwawej, pokojowej rewolucji, która naszym narodom przyniosła upragnioną wolność. Po upadku komunizmu rozpoczęliśmy żmudny proces budowania struktur demokratycznych i wprowadzania zasad gospodarki rynkowej. Dokonaliśmy milowego kroku w odejściu od starego systemu. Zniknął krępujący Europę podział na dwa przeciwstawne bloki. To historyczne zwycięstwo. Niezwykłe osiągnięcie. Tego wielkiego zwycięstwa wolności i demokracji nie wolno nam zmarnować. Musimy je mądrze wykorzystać i zagospodarować, tak aby z owoców naszej rewolucji mogli się cieszyć wszyscy. By przyniosły dostatek, stabilizacjo i poczucie bezpieczeństwa, nam i przyszłym pokoleniom.
Kiedy przed laty przemawiałem na forum Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy wyraziłem wówczas niepokój o los naszego kontynentu. O jego jedność i solidarność. Powiedziałem wtedy, iż rzeczywistość zakpiła z tych, którzy sądzili, że obalenie komunizmu przybliży świat Wschodu do świata zachodniego. Scali go w jedność. Mówiłem, że Europie do jedności wciąż daleko.
Nasz kontynent nadal dzieli się na gmach Europy Zachodniej i pokomunistyczną "masę upadłościową". Idea wspólnego europejskiego domu pozostaje nie spełnionym marzeniem. Pokojowe przemiany w tej części Europy nie zmobilizowały do dalszych konkretnych działań. Nie nastąpił rozwój i poszerzenie struktur bezpieczeństwa, ani struktur ekonomicznych. Zatrzymaliśmy się w pół drogi. Zabrakło wizji co dalej z pokomunistyczną "masą upadłościową".
Wydaje się, jakby w interesie wielkich tego świata było zachowanie takiego stanu. Oddala się wizja wspólnego domu. Odradza idea Europy podzielonej, pokonfrontacyjnej. Jest Rosja, która szantażuje, bojąc się powiększenia stanu posiadania NATO, dostrzegając w nim wroga. Jest Zachód, który się waha i my, którzy mówimy: nie trzeba się bać, nie trzeba przyjmować logiki sztabów. Należy odrzucić myślenie konfrontacyjne. Rozszerzać fizycznie i geograficznie strefę Europy strukturalnie i instytucjonalnie uporządkowanej - poszerzać zasoby Europy Zachodniej.
Centralna Europa nie może być "szarą strefą" i próżnią bezpieczeństwa. Obszarem, w którym lęgłyby się demony przeszłości. Strach przed destabilizacją i niepewnością jutra.

Szanowni Państwo!
Na przyszłość naszego kontynentu nie można patrzeć z punktu widzenia, do którego przywykliśmy przez powojenne niemal półwiecze. Europa jawiła się wówczas jako obszar rozdzielony Unią frontu.
Dziś nie można już przyjmować tego punktu widzenia. Oznacza to bowiem, że przyjmuje się tę samą, co dotychczas koncepcję Europy: dwublo-kowej, wrogiej, nastawionej na konfrontację.
A przecież nie taka powinna być jej wizja. Muszą ją wyznaczyć także politycy, a nie tylko stratedzy wojskowi. Wizja przyszłej Europy podzielonej na dwa zwalczające się obozy, jest z politycznego punktu widzenia bez sensu. W dwudziesty pierwszy wiek nie można wchodzić, posługując się przebrzmiałymi koncepcjami. Koncepcjami z innego czasu, z innej epoki.
Upadek sowieckiego imperium oznaczał dla nas koniec tamtego właśnie świata. Historia nie wybaczy politykom, jeśli pozwolą mu się odrodzić w nieco tylko zmienionym kształcie.
Zachód proponuje nam dziś "partnerstwo dla pokoju". To pięknie brzmi. Chcemy być partnerami. Partnerstwo to jednakże związek niezależnych i równoprawnych podmiotów pracujących dla określonego celu. Równoprawnych przy każdym stole, a nie tylko przy tym, przy którym podpisuje się gotowe dokumenty. Tej równowagi dzisiejszej inicjatywie brakuje.

Szanowni Państwo
Zarzuca się nam przewrażliwienie, ostrożność, obsesyjne oglądanie się do tyłu. Zarzuca się nam nieufność. Nieufność wobec umów i traktatów. Polska rzeczywiście ma niedobre w tym względzie doświadczenia historyczne. Ale nie tylko historyczne. Podpisaliśmy całkiem niedawno deklarację dotyczącą kwestii wejścia Polski do NATO. I co? Jaka była jej moc? Trwała zaledwie kilkanaście dni. Czy można się wiec dziwić, że bywamy nieufni? Nauczyliśmy się wierzyć tylko faktom, bo to fakty tworzą gwarancje. Nauczyliśmy się tego na własnej skórze. I właśnie dlatego faktów oczekujemy od naszych partnerów. Nie zaś samych słów i deklaracji.
Nasze wejście do NATO traktujemy nie jako przejście na drugą stronę frontu. Dlatego uważamy, że powinno być ono otwarte również i dla innych, nowych członków. Przesunięcie granic Paktu Północno-Atlantyckiego uważamy za oczywisty etap w procesie budowy jednej, stabilnej, demokratycznej i bezpiecznej Europy. Europy państw pragnących budować swoją przyszłość w warunkach pokoju i partnerstwa z innymi krajami. W zgodzie J wzajemnym poszanowaniu. Taka jest nasza wizja Europy.
Stąd nasze wątpliwości, co do przedstawionej przez Pana Prezydenta Clintona koncepcji. Dlatego już w Warszawie powiedzieliśmy, co powtórzę tu w Pradze raz jeszcze: jest to krok uczyniony we właściwym kierunku, ale krok zbyt krótki. Mam nadzieję, że dzisiejsze rozmowy ukażą horyzont, a nasz marsz w drodze do NATO zyska przyśpieszenie.

Szanowni Państwo!
Chciałbym wznieść toast za rzeczywiste partnerstwo! Za szczęśliwą przyszłość naszego kontynentu! Za nową, bezpieczną, nie podzieloną Europę.
Praga, 12 stycznia 1994