Wystąpienie Lecha Wałęsy w Parlamencie Republiki Chin
Tajwan, Taipei, 1 listopada 1996 r.
Szanowni Państwo,
Rad jestem, że mogę przemawiać z tej trybuny. Do was, demokratycznej reprezentacji wielkiego narodu. Przemawiać w Parlamencie Republiki Chin - kraju tak od Polski dalekiego, ale przecież nie nieznanego Polakom. Dla nas zawsze jasne było, kim jesteście w dziejach świata. Wasz los pozostawał w kręgu naszego niesłabnącego zainteresowania.
Republika Chin utrwaliła się w pamięci mojego pokolenia przede wszystkim jako jeden z najważniejszych, najbardziej zapalnych punktów na granicy podzielonego politycznie świata. Jako niespokojny posterunek na froncie zimnej wojny, a potem ideologicznej i politycznej konfrontacji. Współczuliśmy wam, bo byliście na pierwszej linii tej walki. W sferze największej niepewności i zagrożenia. W nielicznym gronie narodów wewnętrznie rozdartych na skutek globalnej konfrontacji. To rana dla każdego narodu bardzo bolesna. Dotykająca bezpośrednio wielu ludzi. Współczuliśmy wam, a zarazem podziwiali. Sytuacja ta nie przeszkadzała wam, bowiem osiągać znaczące sukcesy. Podziwialiśmy wasze osiągnięcia gospodarcze, rozwój techniki, nauki i kultury, wzrost poziomu życia. Widzieliśmy w tych osiągnięciach dowód na to, jak wielkie są możliwości człowieka, gdy ich nie krępować doktrynalnym gorsetem.
Szanowni Państwo,
Nie skończyła się jeszcze era ideologicznej i politycznej konfrontacji. Powoli jednak wysychają jej źródła. Wnioski z lekcji, jaką przerobiła ludzkość w mijającym wieku wydają się być coraz mniej rozbieżne i coraz powszechniej uwzględniane w kształtowaniu współczesnej rzeczywistości.
Umacnia się przekonanie o bezsensowności militarnego rozstrzygania konfliktów. Przy obecnym stanie rozwoju techniki zanika pojęcie wojennego zwycięstwa. Jego koszty sprawiają, bowiem, że płynna staje się granica między zwycięstwem a klęską. Trwające dziś w różnych częściach świata konflikty militarne na ogół potwierdzają tę prawdę. Można mieć nadzieję, że są to jedne z ostatnich błędów, na których ludzkość się jeszcze uczy.
Postępuje zrozumienie przemiany, jaka nastąpiła w ciągu tego wieku w pojęciu źródeł dobrobytu. Nie obszar posiadanej ziemi ani jej zasobność jest dziś podstawowym wyznacznikiem narodowego bogactwa. Stał się nim człowiek - jego wiedza, talent, pracowitość, I przedsiębiorczość, kultura. Są bogaci biedacy i biedni bogacze. Nędzarze' uprzywilejowani przez naturę i upośledzone przez nią potęgi. Staje się, zatem nakazem zwyczajnej logiki nie szukać bogactwa u sąsiadów, ale przede wszystkim we własnym narodzie. Tworzyć warunki sprzyjające rozwojowi ludzkich możliwości, ich pełnej realizacji. Oznacza to przede wszystkim stworzenie człowiekowi możliwości jego rozwoju, samorealizacji. Przywrócenie swobody tworzenia i działania, jego naturalnych praw. Wolności. Tylko, bowiem człowiek wolny może być w pełni twórczy i produktywny.
O to walczyliśmy niegdyś w "Solidarności". Nie o chleb, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że w systemie komunistycznym nie może być jego dostatku. Ten system jest, bowiem z natury niewydajny, krępujący człowieka, tłumiący jego energię i możliwości. Walczyliśmy, więc o uwolnienie tych możliwości, o prawo do normalnej, sensownej, dobrze zorganizowanej pracy, a to oznaczało także - o wolność.
Myślę, że to żądanie leżało u źródeł całego procesu przemian, jaki rozpoczął się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w Europie Środkowo-Wschodniej. Żądanie, wynikające ze zrozumienia prawdy, że na obecnym etapie rozwoju cywilizacji człowiek jest najważniejszym źródłem siły państwa i bogactwa narodu. Tym tłumaczyć także należy postępującą liberalizację istniejących wciąż jeszcze reżimów. Zrozumienie tej prawdy sprawia, że następuje swoista unifikacja idei, powolne zasypywanie przepaści między ideologiami dotychczas, wydawało się nie do pogodzenia.
Jeszcze jeden wniosek z lekcji XX w. ma dziś znaczący wpływ na kształtowanie stosunków we współczesnym świecie. Wiek ten przyniósł mocne, ekonomiczne wsparcie idei ludzkiej solidarności. Przez całe stulecia człowiek był głównym rywalem drugiego człowieka do ograniczonych dóbr natury. Był przez to potencjalnie jego największym wrogiem. Rozwój nauki i techniki w ostatnich dziesięcioleciach sprawił, że człowiek jest zdolny dziś owe dobra nie tylko pomnażać, ale wręcz zwielokrotniać. Rywal stał się w tej sytuacji jakby mniej groźny. Człowiek dla człowieka, naród dla narodu nie musi dziś być zagrożeniem jego egzystencji. Może być natomiast interesującym partnerem w tworzeniu dóbr, ich pomnażaniu, może być dodatkowym źródłem wiedzy i umiejętności. Nie wrogość i nieufność, ale zrozumienie i współdziałanie stają się logicznym tej przemiany nakazem. Tendencja ta wyraźnie umacnia się w stosunkach międzynarodowych.
Szanowni Państwo,
We współczesnym świecie nie brak oczywiście także zagrożeń.
Wierzę jednak, że przeważą pozytywne tendencje. Wierzę, że świat idzie ku lepszemu. Jestem przekonany, że z burzliwej i krwawej przeszłości ostatnich dziesięcioleci ludzkość potrafi wyciągnąć właściwe wnioski. Wierzę, że przyszłością świata jest pokój, rozwój, współpraca i ludzka solidarność. Mój kraj chce taki świat współtworzyć.. Polska stała się krajem otwartym, przyjaznym innym narodom. Krajem, który nie ma wrogów, a chce mieć jak najwięcej przyjaciół. Chcemy w ich kręgu widzieć także wasz piękny kraj. Wasz wielki, pracowity i gospodarny naród. Widzimy w was mocnego, przyjaznego, bardzo interesującego partnera. Mamy nadzieję na bliższą znajomość i szeroką, owocną współpracę.








